OPOwieści
z NBA

opowieści

opowieści z nba

HANK GATHERS

Zdjęcia: gettyimages
Zdjęcie: PhillyPartTwo

Nie każdemu koszykarskiemu talentowi pisane jest NBA. Na kolejnych etapach edukacji następuje mniej lub bardziej naturalna selekcja. Mentalność, brak etyki pracy, szczęście lub jego brak, zdrowie. Tego ostatniego, a właściwie zlepku dwóch ostatnich, zabrakło Hankowi Gathersowi, gwieździe akademickiej i pewniakowi do wysokiego miejsca w drafcie.

W sezonie 1989 gracz Loyola Marymount Lions, uczelni z West Coast Conference (WCC) z NCAA Division, był jednocześnie liderem w zbiórkach (13,7) i punktach (32,7). To był drugi taki wyczyn w historii. Robi wrażenie, gdy spojrzy się na wzrost – 2,01 m. Ten kosmiczny sezon dał mu tytuł Gracza Roku WCC i nominację do drużyny All-American.

Gathers odnajdywał się w formacji trenera Paula Westhead’a i był jednym z liderów szybkiego i dynamicznego systemu (up-tempo i run-and-gun), który widzieliśmy w grze Lakers na początku lat 80-tych, gdy Westhead zdobywał z nimi tytuł w 1980 roku. Drugą postacią był Bo Kimble, przyszły gracz NBA (epizody w Knicks i Clippers) i lider NCAA w punktach z sezonu 1990 (35,3).

Gdyby Hank Gathers, a właściwie Eric Wilson „Hank” Gathers
Jr., urodził się później i osiągnięcia z sezonu 1988-89 wydarzyły się w latach 10-tych XXI wieku, „Hank” pewnie po tamtym sezonie poszedłby w drafcie w top 5, stał się sławny i bogaty. Jednak przełom lat 80-tych i 90-tych to zupełnie inne realia, więc sezon 1989-90 ponownie zaczyna w barwach Lwów. To jego sezon numer 4.

Karierę akademicką zaczął na uniwersytecie USC. W 28 meczach 12 razy wybiegał w pierwszej piątce. Sezon kończy ze statystykami na poziomie 8,3 pkt i 5,1 zb na mecz. Wówczas w jego życiu pojawił się wspomniany trener, Paul Westhead. Nie wiem, czy była to jedynie intuicja, pokerowa zagrywka, obecność na meczu lub analiza taśmy video, po której pamiętający smak zdobycia mistrzostwa NBA Paul stwierdza: To mój gracz. Hank Gathers, i jego kolega z USC, Bo Kimble, trafiają do Loyola Marymount Lions. I tak zaczyna się ich sen o świetlanej karierze, akademickiej i na parkietach NBA.

Sezon nr 4, Senior season, zaczyna się od przykrego incydentu. U „Hanka” zdiagnozowano problemy z sercem (abnormal heartbeat), po tym, jak upadł w trakcie meczu z Portland Pilots. Miało to miejsce po wsadzie z alley-oopa. Blisko stał obrońca Portland, niejaki Erik Spoelstra.

Ten sam problem miał młody gwiazdor i przyszłość Celtów, Reggie Lewis. Przez kilka tygodni przebywał w szpitalu, jedynak wrócił na parkiet. I to w jakim stylu! W meczu przeciw LSU mlodego, 17-letniego Shaq’a zdobył… 48 punktów! Jednak jego zespół przegrał 141-148. Trudno o inny wynik, jeżeli przyszły Hall-of-Fame zdobył 20 punktów, 24 zbiórki i… 12 bloków.

Dlaczego wrócił? Miłość do gry? Presja otoczenia? Chęć walki? Pokazanie skautom klubów NBA, że wciąż ma to coś?

Lions wrócili do gry. Pewnie w głowach zawodników i sztabu trenerskiego tlił się zarys Final Four. Przecież mieli w składzie króla strzelców i zbiórek z poprzedniego sezonu. Ich nowy lider, Bo Kimble, był najlepszym strzelcem sezonu 1989-90. Dotarli do ćwierćfinałów turnieju WCC 1990.

Serce do gry nie przekonało narządu „Hanka”. Po raz drugi upadł na parkiet. Miało to miejsce podczas wspomnianego ćwierćfinału. Już się nie podniósł. Zmarł w wieku 23 lat.

Wychował się w Filadelfii, w Raymond Rosen Projects, jednej z najcięższych dzielnic. Koszykówka pozwalała mu trzymać się z dala od problemów. Była z nim do końca.

 

#OPOretro