OPOwieści
z NBA

wywiady

VIDEO

opowieści z nba

BRUNO ŠUNDOV

video

Zdjęcia: gettyimages

Były zawodnik Mavericks, Knicks i Hornets, opowiada o karierze w NBA, przynoszeniu kawy, donatów i gazet weteranom, niezadzieraniu z Cedriciem Ceballosem, relacji z Dirkiem Nowitzkim i Steven Nashem, trenerze Donie Nelsonie, Pucharze Euroligi z Maccabi Tel Aviv B.C. i innych momentach jego koszykarskiej kariery

Fragmenty

Przemek Opłocki:

Czy możesz coś powiedzieć o swoim debiutanckim sezonie w NBA? Jak traktowali ciebie koledzy? Czy miałeś jakieś specjalne zadania?

Bruno Šundov:

Razem z Dirkiem byliśmy trochę zmieszani. Na początku bycie w NBA to był szok. Byliśmy młodzi, nie przygotowani fizycznie. Były specjalne zadania dla debiutantów. Musieliśmy przynieść kawę, gazetę czy donaty.

Przemek Opłocki:

Musiałeś sam za nie zapłacić?

Bruno Šundov:

Oczywiście (uśmiech) Na szczęście nie były zbyt drogie. Nie można było na to narzekać. Mieliśmy dyżury w wyznaczone dni i rano przynosiliśmy kawę, donaty i gazety dla weteranów. Nie dla wszystkich. Najciężej mieliśmy z Cedriciem Ceballosem. Najbardziej dawał się we znaki. Jeżeli zapomnieliśmy przynieść mu czegoś brał torbę z piłkami, wnosił ją na schody i wyrzucał piłki, które spadały na różne strony. Gdy już je pozbierałeś, robił to ponownie, i tak w kółko. To było nawet zabawne, że w trakcie zajęć musiałeś zbierać te piłki, bo zapomniałeś przynieść donatów, ale musieliśmy przez to przejść i nauczyć się szacunku dla weteranów. Trwało to 2-3 miesiące, tak do Nowego Roku, a później zdobywało się jego szacunek i stawał się mentorem. Uczył nas co i jak robić, czego unikać. Wówczas zaczynałeś doceniać to, gdzie jesteś i czułeś się w Dallas jak w rodzinie.