OPOwieści
z NBA

wywiady

opowieści z nba

Tree Rollins

Zdjęcia: gettyimages

Przemek Opłocki:

Grałeś w moim ulubionym zespole, Orlando Magic, i to na dodatek z moim idolem, którym jest Shaquille O’Neal. Byliście na różnych etapach kariery. On zaczynał przygodę z NBA, ty byłeś weteranem. Jak wspominasz relacje z Shaqiem?

Tree Rollins:

Po tym, jak przez chwilę grałem i trenowałem Shaq’a muszę powiedzieć ci, że nie poznałem wcześniej osoby tak ciężko pracującej i szczodrej jak on. Był w stanie zrobić dla ciebie wszystko, zarówno na parkiecie, jak i poza nim. Nawet teraz robi bardzo wiele dobrego dla ludzi, od tak, po prostu.

PO:

Dwanaście z osiemnastu sezonów w NBA spędziłeś w Atlanta Hawks. Możesz powiedzieć coś więcej o tamtym czasie?

TR:

Kiedy przychodziłem do NBA miałeś jeden mecz w tygodniu emitowany przez telewizję, mecz tygodnia emitowany o 13:00 przez CBS. Zacząłem u trenera Hubiego Browna, który był bardzo kontrolującym coachem. Przewidywano, że wygramy jedynie 15 meczów, a nam udało się wygrać 41. Awansowaliśmy do playoffs i przegraliśmy w drugiej rundzie z Washington. Atlanta była wówczas naprawdę dobrym miastem, bardzo spokojnym, z przyjacielsko nastawionymi mieszkańcami. Dobre miejsce, by wchodzić w dorosłość. Uczyłem się życia, tego czym jest rasizm oraz walka o prawa obywatelskie, bo Atlanta była mekką liderów walk o te prawa. W miarę rozwoju byliśmy w stanie pozyskać lepszych graczy mieliśmy kilka sezonów na poziomie 50 wygranych, co sprawiało nam wielką frajdę. Ciągle uważam Atlantę za rodzinne miasto pomimo tego, że nie urodziłem się w nim, ani w nim nie dorastałem, ale wciąż je kocham.

PO:

W sezonie 1982-83 byleś liderem ligi w blokach, ze średnią 4,3 na mecz. Sześć razy byłeś w pierwszej trójce w tej kategorii. Co pomagało ci w byciu tak skutecznym graczem jeżeli chodzi o ten aspekt gry?

TR:

Blokowania nie da się nauczyć. Jest to pochodna wyskoku w odpowiednim momencie oraz studiowania zachować, jak i ruchów przeciwnika. Oh, to kwestia braku dobrych defensywnie graczy obwodowych, z którymi grasz (śmiech) Przeciwnicy mijali ich, a ja byłem na posterunku.

PO:

Kiedy patrzysz na swoją karierę, czy jesteś zadowolony?

TR:

Myślę, że był to najlepszy czas do gry w profesjonalną koszykówkę. Była rywalizacja. Najwyższe zarobki zaczęły rosnąć i to był dobry czas na zarabianie, by zatroszczyć się o rodzinę. Miałem również szansę na to by być zarówno zawodnikiem, jak i grającym trenerem w NBA, oraz trenerem w WNBA, tak więc moja kariera była najlepsza, o jaką ktokolwiek mógł prosić czy wymodlić.