OPOwieści
z NBA

wywiady

opowieści z nba

ALVIN ROBERTSON

Zdjęcia: gettyimages

Przemek Opłocki:

Przyznaję, że moje pierwsze skojarzenie związane z Alvinem Robertsonem to Toronto Raptors. Przed wywiadem przeglądałem kolekcję kart i pokazałem córkom twoją kartę w uniformie zespołu z Kanady. Jak wspominasz tamten sezon?

Alvin Robertson:

Jednym z najwspanialszych momentów była wygrana z Chicago Bulls w sezonie, gdy wygrali 72 mecze. Grałem w drużynie z Damonem Stoudamirem, który zdobył wówczas statuetkę Rookie of the Year. Zdobyłem również pierwsze punkty w historii klubu.

PO:

Czy było trudno wrócić do ligi po ciężkiej kontuzji i dwóch sezonach poza NBA?

AR:

Musiałem trochę odpocząć, bo z moimi plecami było naprawdę źle. Byłem bardzo podekscytowany z powrotu na kolejny rok i grę w barwach Raptors. Po tamtym sezonie czekałem na nowy kontrakt, ale zaproponowano mi posadę trenera w tym zespole. Byłem zaskoczony, gdyż wciąż chciałem grać. Odmówiłem, a na tym stanowisku zatrudniono mojego byłego kolegę z college’u, Darrella Walker’a.

PO:

Wystąpiłeś w 77 meczach, w 69 wyszedłeś w pierwszej piątce, ale w innej niż dotychczas roli. Nie jako lider, lecz raczej jako mentor. Jak sobie z tym poradziłeś?

AR:

Miałem to szczęście, że grałem w zespole, gdzie generalnym menedżerem był mój kolega z czasów gry w Detroit, Isaiah Thomas. Pozwolił mi na bycie liderem, jak i wspieranie pozostałych graczy przykładem czy udzielanie im wskazówek. Nie musiałem skupiać się na zdobywaniu punktów, gdyż naszym celem nie był awans do play-offs, ale rozwój niektórych graczy. Miałem okazję pracować z takimi graczami jak Damon Stoudamire, Doug Christie i Tracy Murray. Damon miał wspaniałą karierę w NBA. Doug był bardzo utalentowany i grał twardo na obydwu końcach parkietu.

PO:

Zacząłem od końca twojej kariery, wróćmy do początków. Zostałeś wybrany z 7 numerem w drafcie w 1984 roku, jednym z najlepszych w historii. Wystarczy wymienić takich graczy jak Olajuwon, MJ, Barkley, Stockton, Willis, Kersey. Oczekiwałeś, że wybiorą cię Spurs?

AR:

To było wyjątkowe doświadczenie, gdyż od lat zazwyczaj wszyscy jechali do Nowego Jorku, gdzie odbywał się draft. W 1984 roku rywalizowaliśmy w zawodach mających na celu wyłonienie zespołu na Igrzyska Olimpijskie, więc czołowi gracz z tamtego naboru byli tam obecni. W dniu draftu ćwiczyliśmy podczas zajęć prowadzonych przez Bobby’ego Knighta. Nie było zbyt wiele czasu na myślenie o drafcie, czy o czymś innym. Później zaprosili nas do specjalnego pokoju i prosili kolejnych graczy, by przeprowadzić z nimi wywiad. Wywoływani byli Michael Jordan i Sam Perkins. Siedziałem tam i czekałem. W końcu przyszła pora na mnie. Mówiono mi, że prawdopodobnie zostanę wybrany w okolicach 8 numeru. Był to wybór należący do Los Angeles Clippers, ale ostatecznie okazało się, że wybrali mnie San Antonio Spurs (7 miejsce).

PO:

Rok 1984 był dla ciebie wyjątkowy. Wybrano cię w drafcie, ale również zagrałeś w kadrze, która zdobyła złoty medal na Igrzyskach Olimpijskich. Jaka była twoja rola w zespole?

AR:

Przed turniejem graliśmy wiele meczy, więc skład zmieniał się, w zależności od tego z kim graliśmy. Mieliśmy świetnych graczy, jak Patrick Ewing, Michael Jordan, Sam Perkins, Chris Mullin czy Leon Wood. Byłem zaskoczony poziomem rywalizacji, jaki panował między nami. Codziennie grałem przeciwko Michaelowi Jordanowi. To była frajda grać i rywalizować z nim, a przy okazji miałem okazję do tego, by rozwijać się jako gracz. Kiedy zaczęliśmy grać mecz w turnieju i występowałem w pierwszej piątce miałem to uczucie, że spełnia się moje marzenie. Wspominam ten czas jako najlepszy w moim życiu.

PO:

Kiedyś Jordan powiedział, że byłeś jednym z najtwardszych graczy, z jakimi przyszło mu się mierzyć. Czy ta „boiskowa przyjaźń” zaczęła się podczas obozu kadry USA, czy też wcześniej miałeś szansę grać przeciwko niemu?

AR:

Kiedy grałem na Uniwersytecie Arkansas graliśmy przeciwko zespołowi z North Carolina. Byli najlepsi. Wówczas spotkaliśmy się po raz pierwszy, ale sparingi i trening w ramach przygotowań olimpijskich był przyjemniejsze, gdyż byliśmy kolegami z jednego zespołu. Mogłem go obserwować każdego dnia. Wówczas nikt nie przypuszczał, że stanie się on wielkim Michaelem Jordanem. Był świetny, ale wciąż nie był to Air Jordan, gdyż nie grał jeszcze w zawodowej lidze. Myślałem, że najlepszym graczem w naszej drużynie był Sam Perkins.

PO:

Grałeś w kadrze z kolegą z Arkansas, Joem Kleinem. W 1985 został wybrany w drafcie z szóstym numerem, ale jego kariera potoczyła się inaczej niż twoja. Co się stało? Nieodpowiedni zespół? Nie ten trener? Czy po prostu brak szczęścia?

AR:

W przypadku Joe’a była to kombinacja wielu czynników. Na uniwersytecie był wspaniałym graczem, wysokim i silnym. Miał szczęście, że zyskał rozpoznawalność dzięki temu, że graliśmy w tej samej konferencji do Uniwersytet Houston, gdzie występował Akeem Olajuwon. Dzięki temu graliśmy z nim 3 lub 4 razy w sezonie i Joe grał bardzo dobrze przeciwko niemu. Kiedy styl gry zaczął się zmieniać, Joe nie był tym samym graczem. Nie potrafił wrócić do gry na poziomie, jaki prezentował w uniwersyteckich czasach.

PO:

Sezon 1985-86. Byłeś liderem w przechwytach, ze średnią 3,67 na mecz, co wciąż jest rekordem wszechczasów. Nagrody Defensive Player of the Year i Most Improved Player. Nominowano cię do Meczu Gwiazd i All-NBA Second Team. Byłeś na szczycie ligi. Czy był to najlepszy sezon w twojej karierze?

AR:

Z przyjemnością potwierdzam. To było zaskoczenie. Miałem możliwość grać więcej, gdyż Spurs wymienili George’a ‘Ice Mana’ Gervina, co pozwoliło mi dłużej przebywać na parkiecie. Dodatkowo sztab trenerski ustawiał też grę i rotacje tak, że dawało mi to szansę na większą swobodę w defensywie, dzięki czemu miałem więcej przechwytów i umożliwiło mi odniesienie sukcesu we wspomnianym sezonie. Tak, to był wielki rok, ze wszystkimi nagrodami i nominacją do Meczu Gwiazd.

PO:

Wspominałem George’a Gervina. Jak dobrym graczem był ‘Ice Man’?

AR:

Myślę, że był jednym z najlepszych graczy z jakimi grałem. Grał ze spokojem, jaki trudno obecnie znaleźć u graczy. Kevin Durant trochę go przypomina, ponieważ gdyż na parkiecie robi wszystko z łatwością.

PO:

Nie wspominałem o jeszcze jednym niesamowitym momencie z sezonu 1985-86. W meczu przeciwko Phoenix Suns zaliczyłeś quadruple-double. Miałeś 20 punktów, 11 zbiórek, 10 asyst i 10 przechwytów. Jesteś jednym z 4 graczy, obok takich legend jak Nate Thurmond, David Robinson czy Hakeem Olajuwon, którzy dokonali tego w meczu. I jesteś jedynym obrońcą w tej grupie. Jak to jest być częścią historii?

AR:

Dotarło to do mnie po czasie. Kiedy tego dokonałem mecz został wstrzymany, dano mi piłkę i oznajmiono, że zdobyłem quadruple-double. Wówczas nie rozumiałem doniosłości tego wydarzenia. Po prostu grałem. Po latach zwrócił moją uwagę fakt, że oprócz mnie dokonało tego trzech graczy, i że wszyscy byli środkowymi. Jest to bardzo satysfakcjonujące, zwłaszcza gdy jestem poza grą.

PO:

Obecnie statystyki są istotną częścią koszykówki i wielu graczy dba o to, by zdobyć więcej punktów czy zbiórek. Jak wyglądała ta kwestia w latach 80-tych? Czy wówczas również było to ważne, czy było jedynie rezultatem występu na parkiecie?

AR:

:Powiedziałbym, że jedno i drugie. Wówczas nie było specjalistów od wybranych aspektów gry, jak np. Dennis Rodman, specjalista od zbiórek i defensywy. Na początku lat 80-tych musiałeś być wszechstronnym graczem, bo gracze defensywni nie zarabiali dużo, więc musiałeś grać dobrze na obydwu krańcach boiska i umieścić piłkę w koszu. W San Antonio Spurs miałem kolegę, weterana Billy’ego Knighta, który był świetnym strzelcem w ABA. Powtarzał mi cały czas: „Mój drogi, gracze defensywni nie zarabiają kasy”. Nie byłem wybitnym strzelcem, ale wciąż zdobywałem w okolicach 16 punktów na mecz.

PO:

Domyślam się, że gdy patrzysz na zarobki obecnych zadaniowców pewnie żałujesz, że nie grasz w NBA.

AR:

(śmiech) Żałuję, że nie gram ze względu na astronomiczne zarobki, nawet dla gracz spędzających większość czasu na ławce, nie grających dużo, a zarabiających miliony, ale cóż, gra ewoluowała. Jest jak jest, ale masz do dyspozycji graczy, którzy teraz są na ławce, ale gdy zespół ich potrzebuje i dostają szansę, wychodzą na parkiet i robią swoje.

PO:

Kiedy patrzę na statystyki, które nie oddają w pełni tego, jakim jesteś graczem, ale ukazują pewien zarys, wygląda na to, że twoją główną bronią na parkiecie były przechwyty. Średnia 2,9 na mecz podczas 5 sezonów w Spurs. 2,7 w 779 meczach w trakcie twojej kariery w NBA.

AR:

Grałem w rotacjach i na pozycjach, które dawały mi szansę na zdobycie tak wielu przechwytów. Jeżeli spojrzysz na NBA w obecnym kształcie, jest wielu ofensywnie utalentowanych graczy potrafiących grać również solidnie w obronie, takich jak Lebron James czy Michael Jordan.

PO:

Kawhi Leonard świetnie pasuje do twojego opisu.

AR:

Tak, to jeden z moich ulubionych graczy z obecnej NBA. Drugim jest Russell Westbrook.

PO:

Dlaczego San Antonio Spurs wymienili cię za Terry Cummingsa?

AR:

Trafiłem na czas, gdy David Robinson kończył odbywać służbę wojskową i zespół potrzebował strzelca spod kosza, który by się z nim dogadywał. Niestety, Milwaukee miało dobre doświadczenie z byłym graczem Uniwersytetu Arkansas, Sidney’em Moncriefem, a ja prezentowałem podobny styl. Gdy Sidney zakończył karierę po sezonie 1988-89 ich managment postanowił zastąpić go i tak trafiłem do Bucks.

PO:

Z twojej perspektywy, czy zmiana drużyny na Bucks, była dobra dla ciebie?

AR:

Wydaje mi się, że odniósłbym więcej grając dla Spurs, gdyż każdy chciałby grać z takim środkowym jak David Robinson. Na pewno gra u jego boku byłaby na plus dla mnie, ale zostałem wymieniony do Bucks, do konferencji wschodniej, gdzie był o wiele większy potencjał, bo grały tam takie zespoły jak Boston Celtics, Detroit Pistons, Chicago Bulls, Washington Bullets, czy Philladelphia 76ers.

PO:

Byłeś istotną częścią zespołu, razem z innymi graczami formatu All-Star, takimi jak Dale Ellis i Ricky Pierce. Jakie były oczekiwania w stosunku do waszego zespołu?

AR:

Mieliśmy bardzo dużo talentu wśród obrońców, ze mną, Ricky Piercem, Jay’em Humphriesem czy Dalem Ellisem. Na tej pozycji mieliśmy przewagę nad Detroit Pistons i ich niskim backcourtem (Isaiah Thomas, Joe Dumars, Vinnie Johnson). Myśleliśmy, że to, w połączeniu z wysokimi graczami z przyzwoitym rzutem za trzy (Jack Sikma i Brad Lohouse), da nam to przewagę.

PO:

Kilka razy grałeś w playoffach, ale zawsze odpadaliście w pierwszej rundzie. Nie licząc pierwszego występu ze Spurs, w pozostałych trzech (jeden ze Spurs i dwa z Bucks) zdobywałeś więcej punktów, na poziomie 23+ na mecz. Czy występy w playoffs były dla ciebie większą motywacją?

AR:

W trakcie playoffs jesteś bardziej skupiony. Jeżeli masz kilka lepszych meczów przeciwnicy zmienią strategię, jak grać przeciwko tobie. Potrzebne jest zaangażowanie całego zespołu. W drugim roku gry w Milwaukee graliśmy przeciwko Philadelphii i to była najlepsza szansa na zawojowanie tej fazy rozgrywek. Jednak tuż przed playoffs kilku naszych graczy dopadły kontuzje (Jay Humphries i Jack Sikma) i dlatego przegraliśmy do zera z 76ers.

PO:

W sezonie 1992-93 wymieniono cię do Detroit Pistons. Co spowodowało ten ruch? Czy powodem była chęć dania większej ilości minut dla młodszych graczy, takich jak Todd Day czy Jon Barry?

AR:

W tamtym czasie Bucks zaczęło wymieniać graczy, by odświeżyć skład. Oddali takich zawodników jak Jay Humphries czy Ricky Pierce. Trener Mike Dunleavy wziął mnie na bok i powiedział, że chce mnie wymienić. Podał listę dwóch czy trzech zespołów i zapytał, który wybieram. Dali mi możliwość wyboru i zdecydowałem, że Detroit Pistons, gdzie grali Isaiah Thomas i Bill Laimbeer, będzie odpowiednią decyzją. Grałem tam przez rok i potem doznałem kontuzji pleców. W następnym roku oddali mnie do Denver Nuggets, by zrobić miejsce dla wybranych w drafcie Allana Houstona i Lindsey’a Huntera.

PO:

Straciłeś dwa sezony z powodu kontuzji pleców. Jak trudny był to czas?

AR:

To był ciężki okres. Na początku mieliśmy problem ze zdiagnozowaniem co ją spowodowało. Dostałem szansę na wykonanie operacji pleców. Zapytałem lekarzy jaka jest szansa na wyzdrowienie. Powiedzieli, że 60% na ozdrowienie w wyniku operacji i 100% jeżeli po operacji odpocznę od koszykówki przez jakiś czas.

PO:

Byłeś jednym z najlepszych defensorów w latach 80-tych. 2 razy wybrano cię do pierwszego i 4 razy do drugiego składu NBA All-Defensive Team. 4 razy występowałeś w Meczu Gwiazd. Jak podsumowałbyś swoją karierę w NBA?

AR:

Z powodu problemów poza boiskowych zakończyła się przedwcześnie i myślę, że gdyby nie one to moja kariera byłaby bardziej wiarygodna, niż to jak obecnie jest odbierana.

PO:

Jeżeli mógłbyś zorganizować spotkanie, ty z 2019 roku, z Alvinem z 1984, jakich rad udzieliłbyś sobie z przeszłości?

AR:

Oszczędzaj pieniądze, mądrze inwestuj, stosuj odpowiednią dietę. Możliwe, że skorzystałbym z szansy objęcia posady trenera w Toronto Raptors, jaką dostałem po rozegraniu sezonu w Kanadzie.

PO:

Kiedy patrzysz na ligę NBA, czy obecny styl gry pasuje do tego, co prezentował Alvin Robertson?

AR:

Nie wiem, czy obecnie byłbym równie dobrym obrońcą, gdyż w latach 80-tych można było dotykać ręką przeciwnika i gra była bardziej fizyczna. Gra była wolniejsza, nie tak bardzo nastawiona na zdobywanie punktów. Różnica jest również w pozycjach. Kiedyś środkowi i silni skrzydłowi grali bardziej pod koszem, a obecnie silni skrzydłowi mogą rozgrywać i potrafią rzucać za trzy.

PO:

Który gra był twoim idolem z dzieciństwa?

AR:

Wszyscy kochali Dr J’a, ale moim ulubionym graczem był Dennis Johnson.

PO:

Z czasów gry Seattle SuperSonics czy Boston Celtics?

AR:

Seattle SuperSonics. Uwielbiałem Sonics.

PO:

Dziękuję za rozmowę