OPOwieści
z NBA

wywiady

opowieści z nba

OSCAR ROBERTSON

Zdjęcia: gettyimages

Przemek Opłocki:

Dzień dobry w kolejnej odsłonie OPOwieści z NBA. Jestem zaszczycony, bo dzisiejszym gościem jest Oscar Robertson, jeden z najlepszych rozgrywających w historii NBA. Dziękuję za pojawienie się w podcaście.

Oscar Robertson:

Dziękuję za zaproszenie.

PO:

Na początku rozmowy pytam zazwyczaj o początki przygody z koszykówką. Dlaczego wybrałeś tą dziedzinę i czy był to pierwszy sport, jaki uprawiałeś?

OR:

Urodziłem się w Tennesse, wychowałem w Indianapolis w stanie Indiana. Moi rodzice byli biedni. Nie mieliśmy pieniędzy, więc skupiałem się na sporcie, żeby coś robić. Na początku zakochałem się w baseballu i wciąż jest mi bliski. W wakacje staram się codziennie trochę pograć. Później uczęszczałem do liceum dla czarnych, Crispus Attucks, w Indianapolis, gdzie grano w koszykówkę. Mój brat, Bailey Robertson, grał w reprezentacji. Oglądałem go, jakie sukcesy odnosi z drużyną i wówczas zdecydowałem, że również chcę grać w koszykówkę.

PO:

Jakie jest Twoje najlepsze wspomnienie z wczesnego okresu gry w koszykówkę? Jakieś zagranie lub mecz.

OR:

Pierwsze wspomnienia są związane z liceum. Wygraliśmy dwa mistrzostwa, 1955 i 1956 roku.

PO:

W latach 1958-1960 grałeś na Uniwersytecie Cincinnati i za każdym razem wygrywałeś tytuł krajowego króla strzelców, ze średnio 33,8 punktów na mecz. Co sprawiało, że byłeś tak skutecznym strzelcem?

OR:

Zajmowanie odpowiednich pozycji i oddawanie dobrych rzutów. Tego nauczyłem się grając w liceum u trenera Raya Crowe. Cały czas starałem się rozwijać podstawowe aspekty gry. Miałem szczęście, że oddawałem rzuty i część z nich wpadała do kosza.

PO:

NBA Draft w 1960 roku. Cincinnati Royals wybrali Ciebie z pierwszym numerem. W debiucie zdobyłeś 21 punktów, 12 zbiórek i 10 asyst. Czy czułeś jakąś różnicę pomiędzy grą na uniwersytecie, a na parkietach NBA, bo patrząc na statystyki wyglądało, jakby nie było żadnej różnicy?

OR:

To nie było takie proste. Gracze byli wyżsi, grali mądrzej. Na pewno poziom był wyższy niż w college’u. Grałem z nim przez całe lato, więc zgraliśmy się. Przed pierwszym występem w Cincinnati brałem udział w wielu turniejach i to na pewno trochę mi pomogło. Na początku nie było tak łatwo, miałem trochę problemów.

PO:

Jakie były główne problemy?

OR:

Kiedy oddać rzut, a kiedy nie. Jak się poruszać i ustawiać. Kiedy zwolnić lub przyspieszyć tempo gry. Tego typu sprawy.

PO:

Byłeś pierwszym graczem, który zakończył sezon ze średnimi na poziomie triple double. W sezonie 1961-62 notowałeś 30,8 punktów, 11,4 asyst i 12,5 zbiórki na mecz. Co pomogło w osiągnięciu tych niezwykłych statystyk?

OR:

Kiedy przyszedłem do Cincinnati Royals nie mieliśmy dobrego zespołu. Musiałem robić wiele różnych rzeczy. Dzięki doświadczeniu z liceum i podstawom, których się tam nauczyłem, byłem w stanie temu sprostać. Nie zdawałem sobie sprawy, że mi to wychodzą mi linijki na poziomie triple double. Starałem się grać najlepiej jak potrafiłem.

PO:

Jako gracz amator koszykówki jestem ciekaw, na jakich aspektach musisz się skupić, żeby zdobyć w meczu triple double, czy też jest to wynik rewelacyjnej postawy na parkiecie?

OR:

Wynika to z gry. Nie wydaje mi się, że możesz skupić się na punktach, zbiórkach czy asystach. Powinieneś skupić się na grze, dać jej ponieść. Tak było ze mną, starałem się dać ponieść grze i dzięki temu odnosiłem sukcesy w tym aspekcie.

PO:

W Royals grałeś z przyszłymi członkami Hall of Fame: Jack Twyman, Wayne Embry, Bob Boozer. Mieliście dobry zespół, ale był to czas Boston Celtic i cih ośmiu tytułów z rzędu. Jak wspominasz rywalizację z nimi, zwłaszcza w playoffs?

OR:

Nie mieliśmy zespołu gotowego pokonać Celtów. Nie mieliśmy ławki, a oni dysponowali większą liczbą dobrych zadaniowców. Dlatego wygrywali. Mieli lepszy zarząd, z Redem Auerbachem na czele. Wiedział, jak korzystać z graczy z ławki, z weteranów, i jak wykorzystać ich w walce o tytuł. Brakowało nam tego w Cincinnati i odczuwaliśmy to.

PO:

Czy w przypadku Celtów miałeś takie sytuacje, o czym czytałem w książce, że po przyjeździe do Boston Garden w szatni było za zimno albo za ciepło? Tego rodzaju gierki psychologiczne Reda Auerbacha prowadzone z drużynami przyjezdnymi.

OR:

Każdy próbuje wykorzystać gierki psychologiczne by wygrać mecz. Najważniejsze jest skupienie na grze. Jeżeli masz możliwości, dobry zespół to masz szanse na wygraną. Jeżeli nie, trudno będzie ci to osiągnąć.

PO:

Którzy zawodnicy, przeciwko którym grałeś, byli najtrudniejsi do krycia i uwielbiałeś z nimi rywalizować?

OR:

Kiedy zaczynałem grać byli to Sam Jones, Jerry West, Richie Guerin, Bob Pettit, Wilt Chamberlain, ale jego akurat nie kryłem, ze względu na pozycję. Ci gracze byli bardzo dobrymi koszykarzami. Do tego Paul Arizin. Wówczas nie było zbyt wiele zespołów, więc graliśmy ze sobą w sezonie 12-13 razy. Znaliśmy się bardzo dobrze.

PO:

Przez moment twoim trenerem w Cincinnati Royals był Bob Cousy i nawet graliście razem (w sezonie 1969-70 był grającym trenerem i przez 7 meczów występował jako zawodnik Royals – przyp. autora). Jak wspominasz waszą współpracę?

OR:

:Pojawił się w Cincinnati po czterdziestce (41), więc to nie był najlepszy okres w jego karierze. Jego celem było pomóc w przeprowadzce do Kansas City. Zawodnicy nie wiedzieli o tym. Sprzedał większość graczy, by przygotować klub do przenosin.

PO:

Kolejnym zespołem było Milwaukee Bucks. W 1971 zdobyłeś tam Mistrzostwo NBA. Jak wyglądała twoja współpraca z Lew Alcindorem?

OR:

Utalentowany, młody zawodnik. To był jego drugi sezon w NBA. Musieliśmy nauczyć się grać ze sobą. W zespole byli Bob Dandridge (w tym roku zostanie włączony do Hall of Fame – przyp. autora), Jon McGlocklin, Greg Smith i inni gracze. Musiałem ich poznać. Byłem jednym z tych, którzy musieli najwięcej poświęcić i zrezygnować z pewnych rzeczy, które do tej pory robiłem, żebyś mogli zrealizować cele zespołu.

PO:

Terry Porter wychował się w Milwaukee. Powiedział mi, że atmosfera w mieście po zdobyciu tytułu była niesamowita. W trakcie finałowych meczów w mieście panowała cisza. Jak wspominasz czas finałów i świętowanie po zdobyciu mistrzostwa?

OR:

Wydaje mi się, że ten tytuł był zaskoczeniem dla całej ligi, gdyż rzadko zdarzało się, żeby drużyna z małego rynku zdobywała mistrzostwo. Zazwyczaj były to zespoły z Bostonu czy Los Angeles. W późniejszych latach było to Chicago. Po zdobyciu przez nas mistrzostwa ludzie zwrócili uwagę na Milwaukee.

PO:

Gdy obecnie spogląda się na Twoją karierę, jesteś w Hall of Fame, wybrany do grona 50 najlepszych graczy z okazji 50-lecia NBA, 12 razy grałeś w All-Star Game, 11 razy w All-NBA Team, MVP w 1963-64 itd. Które z wymienionych jest dla Ciebie najważniejsze?

OR:

Złoty medal olimpijski z 1960 roku, z Rzymu. Inne też są ważne. Zdobyłem w karierze wiele triple double, ale to były czasy dominacji centrów, Billa Russella i Wilta Chamberlaina, dlatego tylko raz udało mi się zdobyć nagrodę MVP w sezonie 1963-64. Dlatego złoty medal z Olimpiady znaczy dla mnie więcej, niż inne osiągnięcia.

PO:

Obecnie temat triple double jest jednym z popularniejszych w kontekście NBA. Z ciekawości, czy myślałeś, że jakiś zawodnik wyrówna lub pobije rekord 181 meczów z TD?

OR:

Myślałem, że to się stanie. Jestem bardzo szczęśliwy, że Russell Westbrook dokonał tego. Jest bardzo miłą osobą. W koszykówce wciąż odnotowywany jest progres, pojawiają się lepsi gracze, czerpią z tego radość. Westbrook, Lebron, Curry, Beal są czołowi zawodnikami, których chcą oglądać kibice.

PO:

Miło było słuchać, jak wspierałeś Russa przed tym, jak wyrównał rekord i gdy go pobił. On również dziękował Ci i był wdzięczny. Po meczu z Atlanta Hawks wspominał, że bez Oscara Robertsona i innych graczy z przeszłości, nie miałby takich warunków do gry. Jak patrzysz na Russella Westbrooka, jako gracza? Na pewno, jest gwiazdą i przyszłym członkiem Hall of Fame.

OR:

Jest dobrym graczem, korzysta z obrony. Chciałbym, żeby ludzie zrozumieli, że jest wielką indywidualnością i potrafi na parkiecie to, czego większość nie jest w stanie osiągnąć, i że docenią to, że jego gra pozwala mu na zdobywanie triple double. Jeżeli zdobywasz tego rodzaju wyniki, jesteś graczem formatu MVP.

PO:

W poniedziałek rozmawiałem z Rolandem Lazenby’em o pomyśle na książkę o Oscarze Robertsonie i Russellu Westbrooku, nie koncentrując się jedynie na aspekcie triple double, ale pokazać, jak zmieniła się NBA od lat 60-tych i 70-tych do teraz. W NBA jest więcej pieniędzy, częściej pojawia się w telewizji, ale istotne jest również tło społeczne i kulturowe. 2020 był ciężkim rokiem, w Stanach Zjednoczonych pojawił się aspekt rasizmu i ruchu Black Lives Matters, co pokazuje, że problem jest wciąż głęboko zakorzeniony w społeczeństwie. Jestem ciekaw, jak Ty, gracz z trudnych lat 60-tych i 70-tych, widzisz tą sytuację i czy nastąpił postęp w tolerancji i byciu zawodowym graczem?

OR:

Trzeba zrozumieć, że trudne czasy przez które przeszliśmy, gdy byłem zawodnikiem, jego społeczne tło, to co działo się na co dzień i w koszykówce, prawo Oscara Robertsona (eliminujące przywiązanie gracza do klubu i pozwalające organizacji na decydowanie o jego losie – przyp. autora) dające możliwość graczom, szansę na większe pieniądze. Gracze są też bardziej świadomi problemów społecznych, są też bardziej elastyczni i mają więcej odwagi do mówienia o nich. Poza tym, każde pokolenie, czy w Polsce czy w Stanach Zjednoczonych, musi przetrwać i iść do przodu. Musisz przezwyciężyć problemy z przeszłości i starać się, żeby były lepsze w przyszłości. Myślę, że koszykówka idzie w tą stronę.

PO:

Patrząc na sezon 2020-21, kogo wybrałbyś do pierwszego i drugiego składu All-NBA?

OR:

Curry, Harden, Lebron, AD z Lakers… Jest wielu graczy, którzy są na szczycie od wielu lat, graczy formatu All-Star i kandydatów do nagrody MVP. Trudno wskazać top 5 spośród nich. Curry jest wybitnym strzelcem. Lebron jest zwycięzcą. Również Beal i Russell Westbrook. Ludzie nie widzą ich zaangażowania w grę i tego co wnoszą.

PO:

Dziękuję za rozmowę w podcaście, o przeszłości i obecnym NBA, i triple double jest łącznikiem między tymi okresami.

OR:

Dziękuję. Jeszcze jedna sprawa, zanim skończymy. Kilka lat temu byłem w Polsce: Wrocław i Gdańsk. Z kilkoma graczami podróżowaliśmy i graliśmy w kosza. Cudowny czas.

PO:

Byliście blisko miejsca, gdzie mieszkam, czyli Gdyni. Jeszcze raz dziękuję za rozmowę i życzę udanego dnia.

OR:

Do widzenia.